Pogodny zachód słońca i niebo roziskrzone gwiazdami wróżyły, iż wreszcie skończy się ten koszmar ponurego nieboskłonu, ale przed północą zaszumiał bór wieszcząc, że jakieś czortry mieszaję w niebiesiech. Takoż kolejny ranek znów wstawał spowity w welony mgieł, starających sie sięgnąć latających sióstr, które włóczyły nad ziemią swe brudne, postrzępione szaty. Gasł więc szybko blask oczu lotników, rozbudzonych nadzieją na piękny dzień. Każdy ma już dość wilgotnej trawy i ponurego nieba.
Task setter wyłożył dla obu klas bardzo podobne 3godzinne obszarówki. Choć wszyscy oczekiwali bardzo dobrych warunków - od rana na niebie widać było piękne cumulusy, pogody wystarczyło nam tylko na pierwszą połowę trasy.
Zdecydowanie najsłabszym elementem mistrzostw jest dostęp do internetu. Przez ostatnie cztery dni praktycznie nie było możliwości odbioru i wysłania jakiejkolwiek informacji. Od soboty mieszkamy w nowym miejscu i mamy już internet rano i wieczorem!
Dwa ostatnie dni treningu były dniami lotnymi.
Środa i czwartek 1-2.08.2007
"Grzybów było wbród:chłopcy biorą krasnolice
Tyle w litewskich pieśniach sławione lisice,
Co są godłem państwa bo czerw ich nie zjada
I dziwna żadewn owad na nich nie zasiada
Panienki za wysmukłym gonią borowikiem
Którego pieśń nazywa grzybów płkownikiem.."
Piątek: Nad Rieti przechodził dziś kolejny front. Od rana szykowaliśmy się do lotu z niepokojem spoglądając na niebo. Na odprawie nie rozdano nam tasków, tylko powiedziano, że z decyzją wstrzymamy się do 12:30. Chwilę przed 12:30 nikt już nie miał wątpliwości jaka ta decyzja będzie. Niebo było już całkowicie zakryte altostratusem a miejscami altocumulusem.
Czwartek: Kolejny dzień termiki bezchmurnej, dodatkowo z powodu pożaru lasu blisko lotniska, zgodnie z włoskimi przepisami starty są opóźniane, aż do ukończenia akcji gaszenia. W końcu o godzinie 14 45 pierwsze szybowce wzbijają się w powietrze. Zadanie dnia w dniu dzisiejszym to obszarówka z czasem 2 h zarówno dla clubów jak i standardów.
Niestety zawody w Pociunai nie mają szczęścia do dobrej pogody. Wygląda na to, że jedynym sposobem jest wywoływanie kominów za pomocą wieczoru narodowego. Po party zorganizowanym przez Szwajcarów pogoda wypaliła. Wczoraj nie było wywoływania, więc trudno się spodziewać by pogoda dopisała. Warunki były od rana tak złe, że zastanawialiśmy się czy holować się do konkurencji.
Właśnie wróciło na lotnisko kilkanaście standardów. Z lotniska wyjeżdżają wózki. Nasi wszyscy w polu (Heniek, Mariusz, Łukasz) bądź na lotnisku w Alytus (Seba, Tomek), ok. 40 km od Pociunai. Wszystko wskazuje na to że z dzisiejszych konkurencji nic nie wyjdzie :(.
Żółw
Niestety podchodzący front ciepły wypłukał rodzące się chmury Cu i towarzyszące im noszenia, które oddalały się coraz bardziej na wschód. Po parokrotnym przekładaniu startów organizator zdecydował się rozpocząć hole o 13-ej. Pułap noszeń maksymalnie do 1000 m i 1 m/s średniego to skarb, przy czym podchodzące pokrycie średnie wydusza resztki tej termiki.
Wczorajsza ofiara z kilkunastu kilogramów sera złożona Perkunowi /za naszym pośrednictwem z okazji święta narodowego Szwajcarów/ oraz odlanie cześci wywaru chmielowego z beczki Niemcow, z pewnością obłaskawiło go - bo dziś odsypiał. Choć cumulusy, których nie widzieliśmy już od wieków, nie rozpieszczały wznoszeniami ich nadmierne gromadzenie się w pobliżu lotniska szybko wymiotło białe roje w kierunku Suwałk.