Task setter wyłożył dla obu klas bardzo podobne 3godzinne obszarówki. Choć wszyscy oczekiwali bardzo dobrych warunków - od rana na niebie widać było piękne cumulusy, pogody wystarczyło nam tylko na pierwszą połowę trasy.
Udało się nawet znaleźć komin 4m/s średniego - oczywiście wszyscy Polacy zdołaliśmy go wykorzystać, po podaniu informacji o jego położeniu przez radio. Podstawy nie były wysokie jak na Rieti - zaledwie 2400m QNH, czyli niewiele ponad górskie grzbiety, ale spora ilość chmur i stosunkowo częste noszenia rekompensowały niedobór wysokości. Niestety wszytko się skończyło, gdy znaleźliśmy się na północy. Ostatnia chmura dała komin 2-3m/s, zależnie od tego kto o jakiej porze pod nią trafił, a potem wlecieliśmy w ogromny obszar bez noszeń. Do tego nie dawało się uniknąć licznych silnych zawietrznych. Michał został zmuszony do lądowania w polu - na szczęśce znalazł bezpieczne miejsce na lądowanie, co nie jest łatwe w wielu obszarach. Jakub i Leszek z trudem odkręcili się w 0,3m/s. Standardy ostrzeżone już wcześniej wleciały w ten obszar ostrożniej, ale i tak wszystkie miały spore kłopoty, mimo większego zasięgu szybowców. Podczas powrotu do Rieti lotnisko w Terni przywitało jeszcze Jurgena, który zapoznał się uprzendio z zawietrzną od niewielkich górek w pobliżu, a mi (LOT) po podobnym manewrze niewiele brakło, by znaleźć się tam razem z nim. Po spędzeniu pół godziny nad ulicami miasta na niezbyt komfortowej wysokości, w końcu jakoś udało mi się dolecieć. Jędrek wrócił wcześniej, niestety wcześniejsze kłopoty na trasie sprawiły, że nie pokonał dostatecznie dużej odległości.
Wieczorem w "Summer Village" - dyskotece w mieście - była impreza dla uczesników MŚ Juniorów, na której prawie cała ekipa zjawiła się by odreagować stresy tego trudnego dnia :)
Piotr