Ważenie, mierzenie i żmudne procedury rejestracyjne mamy już za sobą i oczekujemy dzisiaj na uroczyste otwarcie 14-ych Szybowcowych Mistrzostw Europy.
Wilgi zaczęły holować szybowce i właśnie zaczęło padać. Zaczekamy jeszcze, ale pewnie będzie to tylko wycieczkowy dzień. Nie byliśmy jeszcze w Kownie. Kolejne szybowce latają nisko w pobliżu lotniska. Dla osłody fotka z wczorajszego dnia.
Od świętej Anki zimne noce i poranki. Zgodnie z ludową przepowiednią zimna Anna przyniosła zmianę pogody z chłodnej na jeszcze zimniejszą, ale bez deszczu. Wiatr z północnego zachodu zaciągnął niebo stratusem o podstawie około 700m i w miarę jak słońce przegrzewało chmury w szarej warstwie pojawiały się ciemne podstawy aż wreszcie w chwiejnej masie pojawiły się szlaki cumulusów. Niestety działo się to zbyt późno, by mokra ziemia nagrzała się odpowiednio mocno, a wiatr 40 km/h dodatkowo szarpał i osłabiał noszenia.
Wtorek: Dziś na starcie zjawiło się ponad 50 szybowców. Widać jak z dnia na dzień coraz więcej juniorów przybywa do Rieti. Właściwie od dziś powinni już być tutaj wszyscy zawodnicy. Od jutra zaczyna się bowiem oficjalny trening, rejestracja, będą wykładane konkurencje i normalne odprawy.
Nocna ulewa, która przyjachala do Pociuniai razem z Tomkiem i Heniem skończyła się nad ranem. Znając prognozy pogody można było przewidzieć, żę nie oderwiemy się od ziemi przed godz. 13 więc obozowisko budziło się do życia bardzo powoli… Pomimo to na starcie zameldowaliśmy się jako jedni z pierwszych. Powoli schnące niebo wypełniło się malowanymi cumulusami. Tuż przed startem odbyła się odprawa specjalnie dla czterech szybowców, które były gotowe, na temat niebezpiecznych stref w okolicy.
Sezon 2007 wielu pilotów w Europie będzie wspominało jako jeden z najgorszych od wielu lat. Od miesięcy na północ od bariery Alp pogoda nie rozpieszcza pilotów. Nasze mistrzostwa Polski w Suwałkach nie rozegrały się a w Niemczech z powodu nieustającego deszczu przepadły już dwie edycje krajowych zawodów. Jedynie zawodnicy, którzy pojechali na południe mają powody do zadowolenia z powodu gorącego lata i wysoko zawieszonych cumulusów. Co przyniosą następne tygodnie na Litwie zobaczymy.
Po przebyciu ok. 2000 km, wszyscy szczęśliwie jesteśmy już w domach.
Nasz wyjazd nie odbyłby się bez pomocy sponsorów. Chcielibyśmy podziękować:
firmie LOT, Petrolot, Instytutowi Łączności - Państwowemu Instytutowi Badawczemu, Carolina Medical Center, Samorządowi Studentów Politechniki Warszawskiej, Aeroklubowi Gliwickiemu za pożyczenie samochodu, Mirkowi Matkowskiemu za wypożyczenie szybowca SK oraz Jurkowi Mercikowi za przygotowanie liny holowniczej.
Dziękujemy także Lidii Kosk i Adamowi Markowskiemu za pomoc w organizacji wyjazdu.
Specjalne podziękowania dla Tomka i Kasi Dulów, za udzielenie nam gościny w drodze na zawody i zapewnienie nam noclegu w drodze powrotnej.
Dziękujemy również kibicom sportu szybowcowego za zainteresowanie i trzymanie kciuków.
W imieniu polskiej ekipy,
Ola
Poniedziałek: Po bardzo upalnej niedzieli, prognozy nie były zachęcające - termika bezchmurna o niskim pułapie noszeń nie zachęcała do startów. Mimo ciszy na ziemi, po starcie okazało się, że górą wiatr dochodził do 100km/h, co spowodowało wystąpienie FALI nad Rieti.
Sobota i niedziela były bardzo upalne, a niebo bezchmurne. Dlatego część z nas postanowiła zrobić sobie krótką przerwę od treningu. Wylataliśmy już po ok. 30 godzin, a do początku zawodów mamy jeszcze kilka dni. Dlatego wczoraj i dziś latało tylko kilku z nas, którzy w poprzednich dniach mieli albo przerwę, albo dopiero przyjechali. Na szczęście powoli przywyczajamy się do temperatury. Codziennie dochodzi ona do 37-40 stopni w cieniu. Na dodatek do soboty było niemal bezwietrznie.
Wczorajszy bankiet można zaliczyć do udanych, wszyscy świetnie się bawili, orgnizatorzy zapewnili doskonałe jedzenie i wina.
Dziś odbędzie się oficjalne zakończenie zawodów, na którym zostaną wręczone medale i puchary. Nasza ekipa zamierza wyjechać z Romorantin tuż po imprezie, gdyż mamy jeszcze dzisiaj do przebycia długą drogę do Niemiec.
Ostatnie pozdrowienia z Romorantin,
Ola i Marta