Nad Niemnem - rozdział I - "Pielgrzymka"

Sezon 2007 wielu pilotów w Europie będzie wspominało jako jeden z najgorszych od wielu lat. Od miesięcy na północ od bariery Alp pogoda nie rozpieszcza pilotów. Nasze mistrzostwa Polski w Suwałkach nie rozegrały się a w Niemczech z powodu nieustającego deszczu przepadły już dwie edycje krajowych zawodów. Jedynie zawodnicy, którzy pojechali na południe mają powody do zadowolenia z powodu gorącego lata i wysoko zawieszonych cumulusów. Co przyniosą następne tygodnie na Litwie zobaczymy.
Nasza ekipa od piątku wieczorem materializuje się na lotnisku w Pociunai. Niewielka odległość od granicy z Polską sprawia, że prawie wszyscy na polu biwakowym będą mieszkali w przyczepach przyciągniętych z kraju nad Wisłą do krainy nad Niemnem. Mieliśmy po dwa kursy samochodem z campingami i szybowcami na haku.
Pierwszy na lotnisku pojawili się Francuzi z ekipą serwisową. Wielbiciele dobrego sera i wina mieszkają w hotelu, ale na lotnisku pozostawili dwa samochody, w których jest profesjonalny warsztat i profesjonalna kuchnia (a jak!) jakby niedowierzali możliwościom miejscowej kantynki. Poza nimi nie było nikogo, mieliśmy więc okazję wybrać miejsce na pustym polu biwakowym. By przekonać do siebie miejscowe moce zamieszkujące ciągnące się po horyzont na Białoruskiej granicy bory rozlokowaliśmy się na niewielkim wzgórku zajętym już przez przedstawicielkę licznej w pobliskich lasach mistycznej fauny. Rozbiliśmy obóz na wzgórzu czarownic przy ciemnej studni w nadziei, że czarne moce pomogą rozgonić gęste chmury.

W niedzielę po usprawnieniu szybowców wyrwaliśmy się w powietrze na pierwszy rekonesans. Uzbrojeni w nowe pliki stref powietrznych postanowiliśmy poznawać przestrzeń nad Litwą na żywo z powietrza. Jakie było nasze zdziwienie, gdy już w czasie holu za litewską Wilgą lusterko ostrzegało o zbliżającej się zakazanej przestrzeni powietrznej. Maksymalna wysokość 1500 stóp npm? Może to jakaś pomyłka i powinno być 1500m zwłaszcza, że nad nami w najlepsze latają tu i tam niewielkie roje szybowców zawieszonych na słabej bezchmurnej termice a Antek w najlepsze wspina się do góry raz po raz przelatując nad naszym startowiskiem wysypując po kilku spadochroniarzy na beżowych czaszach. No na wszelki wypadek postanowiliśmy zbytnio nie naruszać TMA i po wczepieniu skierowaliśmy się na południowy zachód, w jedynie słusznym kierunku. Z tyłu zostały rozrośnięte prawie do samej ziemi przestrzenie klasy C. Niestety nadciągający front przykrył cirrusem słabą termikę w przegrzanym stabilnym powietrzu, które od tygodni atakuje Europę powodując rekordowe upały i po kilkudziesięciu minutach parkujemy w zerkach około 200m nad lotniskiem. Spadam znoszony silnym wiatrem przez szeroką wstęgę Niemna i w końcu ląduję w równolegle w doborowym francuskim towarzystwie. Łukasz miał więcej szczęścia w kominowej loterii nad lotniskiem i wygrywa niewielkie wznoszenie, ale sądząc po liczbie szybowców kręcących się tuż nad drzewami i licznymi okolicznymi liniami elektrycznymi na słupach dzień lotny kończy się bardzo szybko. Krótki lot, ale przynajmniej sprawdziliśmy działanie sprzętu i nowe muchołapki do brawa od Cezarego Turejki. Wieczorem tuż przed frontem z deszczem na lotnisko dojechał Henryk Muszczyński i Tomek Krok. Ekipa prawie w komplecie i brakuje nam jeszcze tylko Mariusza Poźniaka, ale on ma już za sobą trening z poprzednich rozgrywanych tu mistrzostw.