Rozdział II - Wróżby i gusła

Nocna ulewa, która przyjachala do Pociuniai razem z Tomkiem i Heniem skończyła się nad ranem. Znając prognozy pogody można było przewidzieć, żę nie oderwiemy się od ziemi przed godz. 13 więc obozowisko budziło się do życia bardzo powoli… Pomimo to na starcie zameldowaliśmy się jako jedni z pierwszych. Powoli schnące niebo wypełniło się malowanymi cumulusami. Tuż przed startem odbyła się odprawa specjalnie dla czterech szybowców, które były gotowe, na temat niebezpiecznych stref w okolicy. Najważniejsze było to, że litewska armia odbywa ćwiczenia na pobliskim poligonie w TMA… Po starcie spotkaliśmy w jednym kominie i nawiązaliśmy łączność radiową z resztą ekipy, latającymi na Pw-5tkach Krzyśkiem i Przemkiem. Pogoda nie rozpieszczała, pomimo ładnych chmur ale udało nam się oblecieć południową część litewskiej przestrzeni powietrznej. Niezapomniane wrażenia pozostawił na nas las na pograniczu polsko-litewsko-białoruskim, ciągnący się na wschód aż po horyzont. Wyobraźnia tylko podpowiadała, co kryje się w tych ciemnych, niezmierzonych ostępach. Kiedy zbliżaliśmy się w stronę Wilna pod nami pojawiały się wiele znaczące dla nas Polaków nazwy miejscowości ale pól do lądowania nie było. Wykorzystując do samego końca dzień lotny, po 4,5 godz. wylądowaliśmy tuż obok naszych wózków.
Po lotach szybowiec Łukasza nabrał agresywnego wyglądu za sprawą naklejonego godła sponsora – ORLEN. Kolejne szybowce nabierają drapieżnych barw.

Ponieważ prognozy pogody na kolejne dni nie zapowiadają się obiecująco, dzisiejszego wieczora przygotowaliśmy sabat na naszym tajemnym wzgórzu, by przebłagać mieszkanki niezmierzonych borów i lasów o lepszą pogodę. Bratanie się z ciemnymi mocami wymaga poświęcenia wielu dusz i wysiłku, więc złożyliśmy ofiarę z jednej czarodziejki w naszej ekipie i oddaliśmy ją we władanie czarownic. Miejmy nadzieję, że nie zapomni o nas i wyczaruje nam dobrą pogodę a kominy, które będziemy trafiali będą zawsze silniejsze niż przeciwników. Boginiom termiki poświęciliśmy jednego pomocnika, który zawieszony tajemnymi mocami metr nad paleniskiem, żywym ogniem został upieczon. Żółw by poprawić swoją sprawność w powietrzu wylaszował się na miotłę w towarzystwie młodej zaledwie stuletniej czarownicy. Na koniec zalaliśmy palenisko wodą z ciemnej studni Łysej Góry.