Piątek: Nad Rieti przechodził dziś kolejny front. Od rana szykowaliśmy się do lotu z niepokojem spoglądając na niebo. Na odprawie nie rozdano nam tasków, tylko powiedziano, że z decyzją wstrzymamy się do 12:30. Chwilę przed 12:30 nikt już nie miał wątpliwości jaka ta decyzja będzie. Niebo było już całkowicie zakryte altostratusem a miejscami altocumulusem.
Konkurencja została odwołana i ściągnęliśmy się na stojanki. Wróciliśmy do campingu szykując się na nasz pierwszy w tym roku deszcz we Włoszech. Warto dodać, że przyzwyczailiśmy już się do tutejszych upałów. Przez pierwsze dni było bardzo ciężko i z gorąca czasami robiło się aż niedobrze. Ale teraz gdy temperatury spadają poniżej 30 stopni większości z nas robi się zimno i trzeba szukać cieplejszych ubrań. Strach pomyśleć jak będziemy się czuć po powrocie do Polski ;-)...
Późniejszym popołudniem pojechaliśmy rozegrać ponad półtoragodzinny mecz w piłkę nożna na pełnowymiarowym boisku załatwionym dla nas w centrum miasta przez organizatora Mistrzostw. Gra była twarda, męcząca, ale dająca wiele satysfakcji. Chwilami podczas gry padał deszcz, co jednak w niczym nam nie przeszkadzało. Wieczorkiem obiadek (już przyzwyczailiśmy się do włoskiego trybu życia i jedzenia obiadów codziennie ok. 21) a potem seans filmowy urządzony na jednym z komputerów.
Mamy nadzieję, że front który nad nami przeszedł wreszcie przyniesie dobre, cumulusowe pogody.
Michał