Dzień wózka.

Niestety zawody w Pociunai nie mają szczęścia do dobrej pogody. Wygląda na to, że jedynym sposobem jest wywoływanie kominów za pomocą wieczoru narodowego. Po party zorganizowanym przez Szwajcarów pogoda wypaliła. Wczoraj nie było wywoływania, więc trudno się spodziewać by pogoda dopisała. Warunki były od rana tak złe, że zastanawialiśmy się czy holować się do konkurencji.

Niestety na początku gridu stali zawodnicy, którym nie zależało na paru groszach i konkurencja ruszyła. Hole zaprzestano przed klasą PW5 chociaż już wcześniej było wiadomo, że nie mają sensu. Nad rejon zawodów nasunął się cirrus wiązany z ciepłym frontem i zaczęły pojawiać się altocumulusy, które skutecznie przesłoniły słońce dające do tej pory marne metrowe wznoszenia. Powódź nie powódź, orać trzeba i tak polecieliśmy na konkurencję. Maksymalna wysokość jaką uzyskiwali zawodnicy wyholowani na samym początku to około 800m. Potem było już tylko gorzej. Ze względu na beznadziejną sytuację na trasę odeszliśmy na zaraz po otwarciu startu i tak po kilku marnych kominach prawie cała stawka zawodników znalazła sie nad lotniskiem w Alytus. Większość miała zbyt mało wysokości, by walczyć w słabych kominach i zamieniła zarośnięty pas lotniska w biało-zieloną szachownicę.

Szczęśliwcy z silnikami dolotowymi zawrócili do domu, a kilku ostrożniejszych pilotów wykręciło się w słabych noszeniach wcześniej i zawróciło do domu. Dzisiał party Litewskie. Zobaczymy jak skutecznie uda się wywołać pogode na następne dni.