Cuda i dziwy na tych wyspach. Ciśnienie wysokie 1016 mb a nad krańcem północnym Wyspy Południowej zefirek uprawia taniec cyklonalny, czyli w prawo i wrzuca od wschodniego brzegu trochę chmur oraz wilgoci nad obszar zawodów. U nas byłoby odwrotnie. Ten mały wirek ma się jednak dopełnić chłodniejszym masami od południa - znad Antarktydy - i od zachodu przez Alpy ma się rozszerzać obszar dobrej pogody.
W pobliżu lotniska Omarama, tak jak wczoraj, przez najbliższe dwa dni może występować konwergencja, a więc w każdej dolinie inny wiatr i zaskakujące obszary rozległych wznoszeń i duszeń z lokalnymi strugami przyziemnymi silniejszych wiatrów. Wygląda na to, że do soboty będzie tam słonecznie i spokojnie. Nad Australią zaczyna jednak wirować niż i zasysa wilgoć z oceanu. W niedzielę prawdopodobnie będzie ładna jazda na fali przy wiatrach NW.
Dobrze, że dzisiaj mój system trakingu nie działał, bo wszyscy mieli by ubaw z moich wyczynów. Po starcie wszystkie szybowce znalazły się w komplecie w jednym kominie na środku doliny. Kiedy tylko przekroczyliśmy pierwszą górkę stawka się rozpadła, i ostrożniejsi znaleźli się wyżej. Słaby komin na dole po jakimś czasie przestał pracować i tak góra poleciała po trasie, a dół na nawietrzną jak się wydawało na wschód. niestety nawietrzne okazały się słaby a na trasie pojawiała się konwergencja która umożliwiła pierwszym szybowcom osiągnąć Makarora wysoko i bez stresów.
Witam wszystkich w pierwszym dniu Grand Prix.
W Omaramie dochodzi godzina dziewiąta rano. Za pół godziny rozpocznie się ceremonia otwarcia Mistrzostw. Wczoraj odwiedziła nas grupa polskich turystów. Był wśród nich Rafał Elzanowski, który dostarczył Sebastianowi wyświetlacz do Cambridge. Wielkie dzięki. Wyświetlacz dotarł przesyłką do mnie z dużym opóźnieniem kilka godzin po wylocie z Warszawy.
Wbrew prognozom pogoda w pierwszej połowie dnia była nielotna. Długi briefing skończył się około dwunastej zapowiedzią poprawy pogody. O 13:00 wszyscy byli już na starcie. Pierwszy raz zawodnicy otrzymali zadania dnia. Task setter zaplanował na dzisiaj trasę 159,1 km. Starty rozpoczęły się o 15:00. W czasie startów cumulusy snuły się poniżej okolicznych szczytów.
Poniedziałek, 17.12.2007: Dzisiaj chmury w nadmiarze i do tego nie ma wiatru. Wygląda na kolejny dzień techniczny. Wczoraj wreszcie znalazlem przyczynę czemu nie działał wariometr. Okazalo się że w czasie transportu od wibracji przetarł się wężyk do termosu. A już chcieliśmy grzebać w O-ringach w ogonie. Dzięki temu, że nie miałem pneumatyka skupiłem się na Cambridgeu i udało mi się go zmusić do jakiego takiego działania. Kalibrowałem go prawie cały dzień po każdym wejściu do komina aż wreszcie pomarańczowa wskazówka zaczęła się wychylać mniej więcej tak jak powinna. Zgubiła się też nawiewka pod skrzydłem od dajnika do turbulizatorków. Jacek zainwestowal w puszke Coca Coli i wykonaliśmy nawiewkę z kawałka miękkiej blachy. Dzisiaj pewnie spróbujemy włożyć Diane do wózka od Duo Discusa.
Pozdrowienia Dla wszystkich. Wszedzie reklamują swięta, ale jakoś się ich tu nie czuje.
Niedziela, 16.12.2007: Pogoda była troche słabsza niż w sobotę. Zapowiadali deszcz nad naszą częścią wyspy i właściwie się to spełniło, ale fala jednak robi swoje. Pomiędzy tymi deszczami dało się latać. Ja uciekłem na fali w kierunku Quinstown. Poprosiłem panią na kontroli o zgodę w przestrzeni D i mogłem tam latać do 135FL na wschód od jeziora Dunstan. Rewelacyjny wynalazek przestrzeń D. Obleciałem kolejne pasma: Dunstan, Pisa, Hawkdun, z wiatrem i pod wiatr, i wylatując po godzinie podziękowałem za współpracę.
Sobota, 15.12.2007: Leje nie leje, ale latać trzeba, bo czasu coraz mniej. Miało nie być pogody, ale jak tylko zaczęło wiać niebo się przejaśniło nad Omaramą, więc wszyscy pędem wystawili szybowce na wschodnim skraju pasa. W porównaniu do ostatniego naszego pobytu tutaj trening jest słabo zorganizowany. Wtedy Gawin starał się nam opowiedzieć o lataniu w Nowej Zelandii, wyznaczyć jakieś trasy, a tym razem na treningu każdy lata na własną rękę. Pliki z punktami zwrotnymi są pomieszane, plik przestrzeni powietrznej nie dziala. Człowiek odpowiedzialny za informatykę na urlopie. W takim układzie trzeba wziąść sprawy w swoje ręce i zacząć działać. Na starcie z Petrem Krejcirikiem podeszliśmy do Bena Fleweta by nam zaproponował jakąś trasę. Ten oczywiście się zgodził i stwierdził, że w takim układzie pewnie polecimy jedna wielką grupą.
Sebastian Kawa dotarł do Nowej Zelandii 12 grudnia. Następnego dnia był już w Omaramie. Nasz Szybowiec Diana 2 dopłynął szczęśliwie kilka dni wcześniej. Pierwsze trzy dni były deszczowe. Dzięki temu nie było dylematu aklimatyzować się czy latać. Dwanaście godzin różnicy i dwie doby podróży robią swoje.
W sobotę pogoda dopisała. Sebastian wykonał piękny wielogodzinny lot treningowy. W niedzielę było podobnie. Problemem był niesprawny wariometr pneumatyczny. Na szczęście znaleźliśmy nieszczelność w instalacji (przetarty przewód od naczynia wyrównawczego). Pozostaje jeszcze sprawdzenie w locie.
Niederoeblarn, 22 sierpnia 2007, godzina 17.30.
Wczesniejsze prognozy pogody nie byly dla nas optymistyczne. Szczesliwie jednak nie sprawdzily sie. Dziwne, bo prognozowanie jest w Niederoeblarn chyba bardzo latwe. Wystarczy po obudzeniu sie wyjrzec przez okno i sprawdzic, czy widac gore Grimming. Jesli jej nie ma, to mozna spac dalej. Dzisiaj gora byla jednak doskonale widoczna, wiec po obfitym sniadaniu, czym predzej wyruszylismy na lotnisko. Przywital nas Wacek Sieczkowski, reprezentujacy polski zespol na porannej odprawie przedlotowej.
Starty do nieukonczonej trzeciej konkurencji rozpoczely sie niezwlocznie. Podczas lotu na holu nie sposob bylo sie oprzec niezwyklemu krajobrazowi Alp. Doskonale widoczny byl wiec lodowiec w Dachstein oraz sniegi, ciagle zalegajace w polnocnych zlebach najwyzszych gor. Rozwijajaca sie termika coraz bardziej dawala sie we znaki.
Niederoeblarn, 20 sierpnia 2007, godzina 10.30.
W rekordowym czasie powrocil z Polski nasz naprawiony szybowiec Swift SP-3532. Dyrektor Aeroklubu ROW wraz z podleglym personelem, zadbali o blyskawiczna naprawe peknietej ramy podwozia. Koledzy, ktorzy pojechali do kraju, zmeczeni ale szczesliwi sa znow z nami.
Wszyscy jestesmy im bardzo wdzieczni!
17 sierpnia nie pozwolil nam na rozegranie konkurencji. Od rana do wieczora lalo jak z cebra. Pozwolilo to jednak na wypoczynek dla tych z nas, ktorzy ostatnie dwa dni spedzili w podrozy.
Gora Grimming, raz po raz kryla sie w ciezkich i ciemnych chmurach, obficie polewajacych okolice woda.