Trening - niedziela - relacja Sebastiana

Niedziela, 16.12.2007: Pogoda była troche słabsza niż w sobotę. Zapowiadali deszcz nad naszą częścią wyspy i właściwie się to spełniło, ale fala jednak robi swoje. Pomiędzy tymi deszczami dało się latać. Ja uciekłem na fali w kierunku Quinstown. Poprosiłem panią na kontroli o zgodę w przestrzeni D i mogłem tam latać do 135FL na wschód od jeziora Dunstan. Rewelacyjny wynalazek przestrzeń D. Obleciałem kolejne pasma: Dunstan, Pisa, Hawkdun, z wiatrem i pod wiatr, i wylatując po godzinie podziękowałem za współpracę.

Potem poleciałem jeszcze nad jezioro Pukaki. Tam już cale gory w deszczu i troche mnie oblodziło. Po nawietrznej wyspy wybudowały się chmury i przewaliły ze swoim deszczem po murze halniakowym na naszą stronę. Ponieważ pogoda była kiepska i można było tylko liczyc na WDPN postanowiłem sobie troche poutrudniac i na hamulcach spadlem nad Benmore koło Omaramy. Wialo z odchylka polnocnawiec wiatr nieco wzdłuż zboczy. Objechałem wiec pasmo Hawkdun, Om sadle i znowu Dunstansami nad Quinstown. Tym razem po żaglu. Tam jakos stale utrzymywala się bezdeszczowa pogoda i na nawietrznej gór pracowało kolejne pasmo fali z Mt Pisa. Polatalem chwilę, tym razem poniżej FL95 i postanowiłem wracać, bo nad Omarama zaczynało gęstnieć. Drobna mzawka mocno ograniczała widoczność. Na powrot wybrałem przełecz Lindys. Jedyne rozsądne rozwiązanie choć dolina ma dno na wysokości 1100m a szczyty gór w najgorszym miejscu 200m wyżej. Powinno pracowac na nawietrznej. Początek przeleczy jeszcze bez deszczu, ale potem zaczełem mieć nieco stopotrzasu, bo do przodu nic nie było widac, a nie znalem jeszcze tak terenu, by wiedziec co jest za zakretem. Lusterko zgłupiało, liczylo jakies kosmiczne wiatry z fali po 65 km/h, więc nic nie wiadomo. Niestety bez Displaya w Cambridge'u nie ma się dostępu do chwilowego wiatrui wiadomości sa z ostatniego krążenia. Ok. pcham się dalej. Po drodze zaznaczone pola co kilka kilometrow przed Omaramą. po tej stronie przełęczy też mam lądowisko, choć dojazd może być kiepski. Mala chmurka w deszczu pcha się w góre zbocza. Leje mocniej i mocniej, ledwie widzę zbocze. W koncu jednak przeleciałem ta przelecz i na równinie deszcz zaczal nieco przeswiecac i można było już zobaczyc góry za Omarama. Wysokości wystarczylo bez przoblemow, a mapa w lusterku zgadzala się z terenem. Ale odkrycie!

W Niedzielę dojechali także Galleto z Kiarą i Mariną. Mieli podobne przygody jak Jacek. Lecieli trzema różnymi liniami lotniczymi i w końcu ich bagaż również zaginął. Pożyczyłem im podkoszulki. Jedyne dwie jakie mi jeszcze zostaly bez napisu Sebastian Kawa Poland...koniec maskowania się.

Sebastian