Trening - sobota - relacja Sebastiana

Sobota, 15.12.2007: Leje nie leje, ale latać trzeba, bo czasu coraz mniej. Miało nie być pogody, ale jak tylko zaczęło wiać niebo się przejaśniło nad Omaramą, więc wszyscy pędem wystawili szybowce na wschodnim skraju pasa. W porównaniu do ostatniego naszego pobytu tutaj trening jest słabo zorganizowany. Wtedy Gawin starał się nam opowiedzieć o lataniu w Nowej Zelandii, wyznaczyć jakieś trasy, a tym razem na treningu każdy lata na własną rękę. Pliki z punktami zwrotnymi są pomieszane, plik przestrzeni powietrznej nie dziala. Człowiek odpowiedzialny za informatykę na urlopie. W takim układzie trzeba wziąść sprawy w swoje ręce i zacząć działać. Na starcie z Petrem Krejcirikiem podeszliśmy do Bena Fleweta by nam zaproponował jakąś trasę. Ten oczywiście się zgodził i stwierdził, że w takim układzie pewnie polecimy jedna wielką grupą. Nasza trasa miała przebiegać przez Thompsons do Neck i dalej jak uda się złapać falę do lodowca za górą Mt Cook. W rejonie rotora ulokowany jest punkt na szczycie góry Aspiring.

No, jak to zwykle bywa z tak wielkiej wyprawy pozostalo tylko cztary szybowce: Ja, Uli Schwenk, Peter i Ben. Na termice dotarliśmy do pierwszego PZ i dalej pod wiatr na środku jezior ulokował się słynny Neck. Osobiście mam niemiłe wspomnienia ze zdobywania tego punktu. Wiatr w Omaramie ma paskudna wlaściwość wiać wzdłuż dolin rzecznych i jeśli ma odrobinę zbyt wiele północnej odchyłki zaczyna sie rodeo. Góry Nz są bardzo młode, z tego powodu strome, ale dodatkowo maja wiele poprzecznych występów i żeber,ktore nie zdążyły się wygładzić w czasie milionów lat działania lodowców. Te wszystkie sterczące skały powodują, że wzdłuż zbocza jest bardzo turbulentnie. Ale również i dzieki temu lot przy wietrze prawie równoległym do głównego pasma jest wogóle możliwy. Ostatnio musiałem wiele minut pchać się blisko lustra wody wzdłuż wyspy na środku jeziora nim wreszcie wyspa się skończyła i na nawietrznej można było się wznieść na żaglu. W dolinie powietrze jest wychłodzone, również od wody i termika prawie nie działa.

Tym razem jednak zanim wlecimy nad jezioro dobre kominy nad Mt Pisa wynoszą nas wystarczająco wysoko by dolecieć do nawietrznej z bez stresów. nie bez znaczenia są lepsze osiągi klasy 15m w porównaniu do standartów. Nad punktem zostało nas już tylko dwóch. Peter i Uli wymiękli" w czasie turbulentnego lotu pod wiatr i polecieli nad dalszy brzeg jeziora. Wiatr z każdą dziesiątką kilometrów nad wyspą zwalnia i wreszcie umożliwia rozwój sensownej termiki. Peter jeszcze potem kilkadziesiąt minut walczy jak ja dwa lata temu nad tymi samymi zboczami a Uli od tego momentu wybiera swoją trasę i wychodzi na falę.

Wieczorem po tym dniu Kreicirik dzwonił do Vladimira Foltina i opowiadał o przeżyciach, jak ciężko latalo się nad Wanak, a tamten spytał: Jak to? Przecież tam jest żagiel, nie raz latałem na nim w Condorze! Ok. Może w symulatorze jest i żagiel od ziemi, ale w rzeczywistości go nie ma.
Po rozstaniu z kolegami Ben proponuje byśmy polecieli dalej wzdłuż rzeki nad Haast Pass i spróbowali przez przełęcz przedostać się do Hunters. Tak też robimy. W miarę posuwanie się pod wiatr chmur jest więcej i więcej, turbulencja chce wyrzucić wszystkie śmieci z zakamarków szybowca, a odstawa schodzi niżej i niżej. Przed przełęczą dolina zakręca w prawo i widać pod podstawą tylko niewielki przesmyk nad skałami. Chmury zlewają się z niebieskim lodem u szczytu północnych zboczy. Niestety dla szybowców od nawietrznej jest jeszcze jedno zbocze na które nie możemy wejść, bo chmury są dużo poniżej szczytów a daje ono solidną zawietrzną na naszej ściance. Jestem szczęśliwie około 100m nad Benem, bo doleciałem pierwszy do nawietrznej i zdążyłem w oczekiwaniu nieco się wznieść. Kiedy tylko doleciał ASG wchodzimy głębiej w dolinę. Targa niemiłosiernie. Pech chciał, że Flewet wpadł w jakiś rotor i zjechał, na tyle, że przestało go nosić. Zawrócił do Wanaka, ale niestety wlewające się od morza zimne powietrze porwało go w dół jak wodospad.

Zaczekałem, by zobaczyć co się dzieje i Ben po chwili zgłasza, że będzie lądował na drodze w dolinie. Dalej jest lotnisko Makaroa, ale tak samo jak Uli Schwenk rok temu również i Ben nie doleciał do bezpiecznej skoszonej trawy pasa. ASG ma solidne hamulce i to, oraz czolowy wiatr pozwoliło wylądować na krótkim odcinku pomiędzy kolejnymi przydrożnymi pachołkami. Uff. Przekazuję do radia w Omaramie, ktore nie wiadomo czemu nazywa się "Dot Com Base" meldunek o szczęśliwym wyeliminowaniu kolegi z dzisiejszego latania i sam postanawiam zdobyć zdradliwą przełęcz. Ostrożnie lecąć okazało się to nawet dosyć łatwe. W następnej dolinie teraz ja wykonuję ten sam manewr i ślizgam się z opadającym zimnym wiatrem w stronę jeziora. Im dalej na wschód, tym strumień słabnie i wreszcie pojawia się słaba termika na słoneczku. W tym momencie w radiu Helo Sebastian z niemieckim akcentam przypomina o kolegach na trasie.
O jak oni wysoko. Po chwili wykręcania się wracam pod wiatr by próbować kolejnej przełęczy, ale okazało się znowy zbyt mało i spadam w to samo miejsce. Wreszcie udało się wyrwaś z objęc dolinnego wiatru i nad następną przepaścią jeziora Ohau dopadam do fali i jadę na wycieczkę pod Mt Cook. Nuuda...Ale za to jakie widoki!

Ben podziękował mi, że obserwowałem jego ladowanie w polu. Była szansa, ze się rozbije na tej Haast Pass. W sumie niedaleko od miejsca, gdzie siadł Uli. Lądował na odcinku 100m pomiędzy białymi palikami przy drodze. No, ale dzieki temu Uli Schwenk Trophy za najbardziej niedorzeczne lądowanie w polu zmienilo właściciela. Jest to ciekawy zielony kamień, z podpisami kolejnych właścicieli, który przywieziono z miejsca, lądowania Schwenka w 2006 roku. Z powietrza każde lądowanie wygląda bardzo spokojnie, majestatycznie i bezpiecznie, ale nie zawsze tak jest.

Sebastian