Niestety dzień wyjazdu zbliża się nieuchronnie. Dzisiaj przedostatni dzień latania, ostatni dzień na Dianie. Jutro tylko krótki lot na DuoDiscusie i powrót do Polski.
Pogoda dzisiaj przepiękna, typowa jak na Prowansję, palące słońce i pełny błękit, bez żadnej churki. Zanosi się na niezłą jazdę po skałkach daleko na północ:))
Tymczasem uciekam szykować szybowiec, a za 40 min odprawa. Później wieczorem napiszę trochę o kosztach, dojeździe, no i dlaczego wolę Vinon, a nie Saint Auban.
Tosiek
O 10.30 poszedłem na odprawę, na której nie dowiedziałem się nic szczególnego, poza tym, że da się latać. Odprawa była po francusku, prowadzący raczej nie zwrócił uwagi, że nie za bardzo kumam le francais. Drugą własną odprawę mają tutaj Niemcy, którzy mają swoją szkółkę szybowcową o rygorze Luftwaffe;) Piszę tak, bo dzisiaj startowali o 5.30 rano i latali do 19-tej. Musieli chyba założyć skafandry kosmiczne, że im nie było zimno;) Jeden z nich obleciał nawet 1000km według OLC, no cóż...
Ja po odprawie udałem się do naszego domku na tradycyjny polski lunch, czyli jajecznicę z ośmiu jajek. Na start pojechaliśmy przed 12-tą. Takiego rozwoju pogody nie spodziewałem się w żadnych kalkulacjach przedlotowych. Od rana widać było na niebie pojedyncze Cumulusiki, więc myślałem, że będzie normalna termika. Pewnie i była, ale mi nie dane było jej zasmakować.
Dzisiaj prowansalski dzień wita nas słońcem, pięknym błękitnym niebem oraz znów silnym wiatrem. Mam nadzieję, że uda się polatać conieco. Jesteśmy już z Lilą po francuskim śniadaniu (zupka mleczna, bagietki i dżemik... ech Ci Francuzi:)). Za chwilę ruszamy na lotnisko, mamy całe 3 minuty jazdy:), trzeba uszykować bolid na dzisiejszy rajd.
Resztę napiszę później, oby było co pisać:)
Tosiek
Znów poranne niebo nie wita nas pełnią słońca. Na niebie pełno cirrusów, zdarza się i alto. Szybowiec mimo to zaciągnęliśmy na start i pojechaliśmy na zakupy. Ok. 12-tej wracamy, ja zaczynam powoli myśleć, gdzie wybrać się na kolejną wycieczkę a tu widzimy holówkę ciągnącą szybowiec w stronę Montagne de Lure. Za kilka minut wraca i znów holuje następnego. Coś się dzieje. Pytam Regisa a on mi odpowiada, że nad Manosque - miasteczkiem oddalonym o kilka km od lotniska jest druga fala od de Lure. Nosi podobno 2m/s. Trzeba to sprawdzić. Holuję się po 13-tej i na 1500m mam już do 4m/s. Wykręcam 3700 i przeskakuję do przodu. Na pierwszej fali nosi 5m/s, lecę dalej. Postanawiam przedostać się zgodnie ze wskazówkami Regisa, przez de Chabre do Pic de Bure. Przeskoki z fali na falę nie stanowią problemu. Pogoda robi się jednak coraz trudniejsza, widoczność coraz słabsza a wysokość maleje.
Pogoda od rana wygląda nie za ciekawie. Niebo zaciągnięte wysokimi chmurami - nad Vinon przechodzi front chłodny. Mam nadzieję, że uda mi się po nim polatać, ale wiatr 60km/h i bardzo chwiejna masa w połączeniu z głosem Regisa Kuntza, podpowiadają żebyśmy wybrali na dzisiejszy dzień inny wariant - wycieczkę. Wybór padł na Marsylię, fruits de mer, itp.
TosiekOd rana piękny błękit, więc i pogoda też pewnie dopisze. Start ok. 13-tej, hol błyskawiczny, wyczepienie i ... masło... Bezchmurna okazała się bardzo słaba. Przez ok. 1,5 godziny udało mi się przelecieć połowę drogi do gór, na szczęście druga połowa poszła znacznie szybciej. Góry to już była zupełnie inna bajka. Montdenier, Montagne do Coupe - 4 metry średniego, Cheval i już jestem na Parcourze. Dwie podkrętki i przeskakuję jezioro Serre de Poncon. Na Guillaumie znów ładny komin i lecę dalej na północ. Wiatr północno-wschodni, dosyć mocny przeszkadza termice co dosyć szybko odczuwam w okolicy Briancon, gdzie spadam na 2000m. Chyba wycieczka na Glacier Blanc się nie uda :( Na zegarze mam już 17-tą, 140km do domu, więc trzeba zbierać się do powrotu.
O wyjeździe na latanie w Alpy Francuskie marzyłem od 2006 roku, kiedy latałem w Vinon sur Verdon w Mistrzostwach Świata w klasie Światowej. Każdy, kto tu przyjeżdża z pewnością powie to samo, latanie tu to poezja. Po raz pierwszy przyjechałem tutaj o tak wczesnej porze roku, czyli w marcu. W 2006 byliśmy tu z reprezentacją pod okiem Sebastiana Kawy w kwietniu. Miesiąc różnicy robi jednak swoje. Wtedy pogody były już prawie letnie, natomiast teraz śnieg zalega nawet na niewielkich wzniesieniach. No ale przestaję ściemniać.
31 sierpnia - zakończenie mistrzostw
Niedzielny poranek 31 sierpnia powitał pilotów pięknym błękitem i dorodnymi cumulusami. Ale dziś nie było to hasłem do latania. Rano w hangarze Aeroklubu Pilskiego odbyła się ceremonia wręczenia medali zwycięzcom pierwszych szybowcowych Mistrzostw Polski w klasie 18 m. Jest to zawsze radosna chwila dla zawodników i dla organizatorów.
3 Konkurencja -30 sierpnia
Nareszcie nad Piłą zaświeciło słońce. Piękny błękit, spływ północny i umiarkowany wiatr napychający nad lotnisko dorodne cumulusy - tak najkrócej można scharakteryzować dzisiejszą pogodę. Wszystko to lubią piloci, a kierownik sportowy - Jurek Mierkiewicz tym bardziej układając dzisiejszą trase. Zadaniem dnia był oblot wieloboku 304 km z punktami zwrotnymi : 225 Wronki, 68 Kalisz Pomorski, 109 Łowyń. Zaraz po starcie noszenia dochodziły do 3m/sek a podstawa podniosła się do 1300 m. Jak się później okazało taka już pozostała przez cały dzień.
29 sierpnia - odbój
Od rana mżawka, potem obfity deszcz - trudno było mieć nadzieje na jakiekolwiek latanie. Co mniej odporni na wodę ruszyli w poszukiwaniu grzybów, wśród nich aktualny wicemistrz świata Janusz Centka. Po wypełnieniu wszystkich koszy przyjechał na lotnisko by podzielić się z pilotami swoimi wrażeniami z ostatnich mistrzostwa świata.