O wyjeździe na latanie w Alpy Francuskie marzyłem od 2006 roku, kiedy latałem w Vinon sur Verdon w Mistrzostwach Świata w klasie Światowej. Każdy, kto tu przyjeżdża z pewnością powie to samo, latanie tu to poezja. Po raz pierwszy przyjechałem tutaj o tak wczesnej porze roku, czyli w marcu. W 2006 byliśmy tu z reprezentacją pod okiem Sebastiana Kawy w kwietniu. Miesiąc różnicy robi jednak swoje. Wtedy pogody były już prawie letnie, natomiast teraz śnieg zalega nawet na niewielkich wzniesieniach. No ale przestaję ściemniać.
Wyjechaliśmy z Lilą z Kutna w piątek o 10 rano. Do 14-tej musieliśmy być w Bielsku u Pana Beresia po odbiór Diany "RP". Udało się co do minuty i o 14.30 jechaliśmy już dalej przez Katowice, Zgorzelec, Niemcy, by następnego dnia rano po kilkugodzinnej drzemce przekroczyć granicę francuską. Mieliśmy cały dzień na pokonanie Francji, więc zdecydowaliśmy się na trasę ekonomiczną, z ominięciem autostrad. W taki sposób o godz. 20-tej zameldowaliśmy się u braci Staryszaków na lotnisku w St. Auban. Początkowo miało to być celem naszej wyprawy, ale w końcu zdecydowaliśmy się rano ruszyć do Vinon. Powody: 170 Euro za postój szybowca, brak możliwości uzyskania licencji francuskiej w niedzielę, duża liczba pilotów, itp.
Po przyjeździe do Vinon, pierwsze co to przywitałem się ze starym znajomym - szefem pilotów Regisem Kuntzem. W drugiej kolejności poszedłem do biura, gdzie Pani w 10 min wyrobiła mi licencję i sprawdziła dokumenty szybowca. Nie pozostało nic innego tylko zmontować szpaka i zaciągnąć się na start. Z tym poszło trochę gorzej i dopiero o 15-tej oderwałem się od prowansalskiej ziemi. Regis przed startem jeszcze napomknął, że jutro muszę sobie przykleić kilka fluo naklejek i zamontować Flarma. Pierwszy lot trwał ok. 3 godzin. Termika bezchmurna, na płaskowyżu przed górami do 1200-1400m npm. W górach też bezchmurnie, termika i żagiel, ale już do 2600m, przynajmniej tyle mi się udało uzyskać. Trzy lata przerwy zrobiły swoje i przez te 3 godziny przypominałem sobie jak się lata w Alpach. Doleciałem do La Blanche na Parcourze.
Tosiek