GP2007 - blog

Ostatni dzień treningu w Nowej Zelandii, 18.12.2007

Wbrew prognozom pogoda w pierwszej połowie dnia była nielotna. Długi briefing skończył się około dwunastej zapowiedzią poprawy pogody. O 13:00 wszyscy byli już na starcie. Pierwszy raz zawodnicy otrzymali zadania dnia. Task setter zaplanował na dzisiaj trasę 159,1 km. Starty rozpoczęły się o 15:00. W czasie startów cumulusy snuły się poniżej okolicznych szczytów.

Trening - nielotny poniedziałek - relacja Sebastiana

Poniedziałek, 17.12.2007: Dzisiaj chmury w nadmiarze i do tego nie ma wiatru. Wygląda na kolejny dzień techniczny. Wczoraj wreszcie znalazlem przyczynę czemu nie działał wariometr. Okazalo się że w czasie transportu od wibracji przetarł się wężyk do termosu. A już chcieliśmy grzebać w O-ringach w ogonie. Dzięki temu, że nie miałem pneumatyka skupiłem się na Cambridgeu i udało mi się go zmusić do jakiego takiego działania. Kalibrowałem go prawie cały dzień po każdym wejściu do komina aż wreszcie pomarańczowa wskazówka zaczęła się wychylać mniej więcej tak jak powinna. Zgubiła się też nawiewka pod skrzydłem od dajnika do turbulizatorków. Jacek zainwestowal w puszke Coca Coli i wykonaliśmy nawiewkę z kawałka miękkiej blachy. Dzisiaj pewnie spróbujemy włożyć Diane do wózka od Duo Discusa.

Pozdrowienia Dla wszystkich. Wszedzie reklamują swięta, ale jakoś się ich tu nie czuje.

Trening - niedziela - relacja Sebastiana

Niedziela, 16.12.2007: Pogoda była troche słabsza niż w sobotę. Zapowiadali deszcz nad naszą częścią wyspy i właściwie się to spełniło, ale fala jednak robi swoje. Pomiędzy tymi deszczami dało się latać. Ja uciekłem na fali w kierunku Quinstown. Poprosiłem panią na kontroli o zgodę w przestrzeni D i mogłem tam latać do 135FL na wschód od jeziora Dunstan. Rewelacyjny wynalazek przestrzeń D. Obleciałem kolejne pasma: Dunstan, Pisa, Hawkdun, z wiatrem i pod wiatr, i wylatując po godzinie podziękowałem za współpracę.

Trening - sobota - relacja Sebastiana

Sobota, 15.12.2007: Leje nie leje, ale latać trzeba, bo czasu coraz mniej. Miało nie być pogody, ale jak tylko zaczęło wiać niebo się przejaśniło nad Omaramą, więc wszyscy pędem wystawili szybowce na wschodnim skraju pasa. W porównaniu do ostatniego naszego pobytu tutaj trening jest słabo zorganizowany. Wtedy Gawin starał się nam opowiedzieć o lataniu w Nowej Zelandii, wyznaczyć jakieś trasy, a tym razem na treningu każdy lata na własną rękę. Pliki z punktami zwrotnymi są pomieszane, plik przestrzeni powietrznej nie dziala. Człowiek odpowiedzialny za informatykę na urlopie. W takim układzie trzeba wziąść sprawy w swoje ręce i zacząć działać. Na starcie z Petrem Krejcirikiem podeszliśmy do Bena Fleweta by nam zaproponował jakąś trasę. Ten oczywiście się zgodził i stwierdził, że w takim układzie pewnie polecimy jedna wielką grupą.

Pierwsze dni treningu w Nowej Zelandii, 13-17.12.2007

Sebastian Kawa dotarł do Nowej Zelandii 12 grudnia. Następnego dnia był już w Omaramie. Nasz Szybowiec Diana 2 dopłynął szczęśliwie kilka dni wcześniej. Pierwsze trzy dni były deszczowe. Dzięki temu nie było dylematu aklimatyzować się czy latać. Dwanaście godzin różnicy i dwie doby podróży robią swoje.

W sobotę pogoda dopisała. Sebastian wykonał piękny wielogodzinny lot treningowy. W niedzielę było podobnie. Problemem był niesprawny wariometr pneumatyczny. Na szczęście znaleźliśmy nieszczelność w instalacji (przetarty przewód od naczynia wyrównawczego). Pozostaje jeszcze sprawdzenie w locie.

Subskrybuj zawartość