Włoski bigos

Dni treningu dały naszym pilotom możliwość poznania geografii najbliższych gór, ale niepewne, burzowe warunki atmosferyczne nie pozwoliły na wyjście poza centralny pas Apeninów nad którym góruje Terminillo. Nie zapoznaliśmy się więc ze specyfiką nadmorskiego pasma gór w którym królują Maiella, Gransasso d,Italia oraz Gorzano - bo tylko Tomek Rubaj i Jędrzej Skłodowski bywali tam podczas wcześniejszych zawodów - a szkoda bo ten imponujący łańcuch wydaje się być kluczem do sukcesów na dłuższych trasach. Staje on niczym gigantyczny parawan na drodze bryzy i wiatrów wiejących od morza. Taka ostra granica mas powietrza o różnej charakterystyce daje zaskakujące i bardzo różnorodne zjawiska a  piloci obeznani z tymi fenomenami pogody mają niesamowity handicap. Nasi mołojcy muszą niestety stąpać tu niczym
śmiałkowie po pierwszym lodzie sprawdzając jedną nogą stan kruchej gładzi.

Jak różnorodne i złożone są tu warunki świadczy o tym fakt, że jak długo tu jesteśmy ani razu nie sprawdziła się jeszcze prognoza - choć opracowują ją ponoć najlepsi znawcy meteorologii jakich nosi ten zakątek świata. Choć generalnie jest piękna z punktu widzenia kogoś kto wygrzewa się na nadmorskim piasku, nas nie zachwyca z braku przewidywalności, a upały i dziwne jak na nasze przyzwyczajenia, praktyki wysyłania pilotów na trasy wtedy, gdy w większości aeroklubów zamyka się drzwi hangarów, sprawiają, że jesteśmy wieczorem tak wymęczeni, iż wtedy gdy tuziemcy zaczynają balować, nasze towarzystwo zapada w kamienny sen.

Męczą też ciągłe zmiany decyzji, denerwowała sytuacja, podczas holowania na treningu, bo człowiek postawiony do kierowania startami próbował połączyć jednocześnie funkcje dyrygenta, mima, komentatora i... księgowego, prowadząc osobiście buchalterię związaną z rozliczaniem należności za hole. W rezultacie z pewnością ustanawiano tu rekordy długotrwałości procedur startowych - zwykle zabierało to aż trzy - cztery godziny, a bałagan spowodowany takim stanem rzeczy sprawił, że podczas kołowania jeden z pilotów gwałtownie przyhamował i postawił samolot na nosie.

Organizatorzy postanowili najwyraźniej dobrze zarobić na imprezie ustanawiając wysokie opłaty na wszystko co możliwe, a w zamian nie ma nawet map ani przyzwoitego dostępu do internetu. Haracz za naiwność ściągnęła też z nas mafia zawiadująca siecią Vodafone IT. Wykupiliśmy bowiem karty ryczałtowe dla rozmów lokalnych, a jak dotąd nie zdołałem uzyskać ŻADNEGO POŁĄCZENIA a tylko komunikaty, iż połączenie nie może być zrealizowane z powodu przeciążenia sieci.

W wielu sytuacjach zastanawiam się więc gdzie się podziali potomkowie ludzi, którzy tworzyli tu dzieła imponujące do dziś, a regulacje prawne w wielu wypadkach są ciągle aktualne i nadal regulują porządek świata.

TK