Nowe przymierze

11.07.2008 - 5 konkurencja Mistrzostw

Piękne efekty ścisłej współpracy Sebastiana z sympatycznym kontrolerem lotów i wspaniałym organizatorem latania szybowcowego w Nitrze - Vladimirem Foltinem, spowodowały, że zawarliśmy nowe przymierze z południowymi braćmi i udostępniłem mu naszą tajną skrzynkę kodów. Pasmo gór przy lotnisku od rana przystroiło się pięknymi wianuszkami cumulusów, a pióropusze widoczne po wschodniej stronie horyzontu świadczyły o tym, że chmury konwergencji dają kojący cień nad brzegami Adriatyku. Takie warunki, sygnalizujące obszary wznoszeń i dające możliwość samotnych rajdów sprawiły, że piloci mieli sposobność wykorzystania własnych koncepcji w tym wyścigu do laurów. Takich osobistości jest tu wiele, więc w tym dniu szybowce szybko, bez ociągania i czarowania konkurentów znikały w błękicie okalającym lotnisko, a słabnące sygnały radiowe świadczyły o szybkim pokonywaniu trasy.

Nie trzeba było jednak długo czekać, gdy poprzez trzaski zawieszonego na dorodnym cyprysie, zasłużonej i wysłużonej radiostacji Beckera zaczęły się znów przebijać znajome nam głosy obu Tomków i pary światowców, których trasy wiodły znów w pobliżu lotniska. Wkrótce dobiegł nas także także zachrypnięty baryton chorego Sebastiana, którego zmogły kąpiele we własnym pocie podczas lotu przy ziemi, dręczące pilotów na przemian z chłodem wysokiego lotu.

Piękne chmury z okresu odlotu odpłynęły już niestety za Terminillo, a od morza Tyrreńskiego wlewała się powoli bryza gasząca dobre dotąd warunki. Zapowiadała się znów próba nerwów podczas lotu na bezchmurnej termice. Tomki odchodzili wcześnie, więc zdołali jeszcze dopaść ostatnich chmurek nad lotniskiem, a gdy zbliżyli się do malowniczo położonego na skałach  Orvietto, które było punktem zwrotnym dla klasy club i standard, niczym królik z kapelusza wyskoczył przed nimi piękny cumulus, fundując piękne wznoszenie, a w ślad za nim pojawiły się nowe świeże chmurki. To brzeg zachodni dał o sobie znać - obszar konwergencji mas powietrza o różnej charakterystyce.

Miły był widok poczciwego Jantara - Brawo, prowadzącego pierwszą grupę szybowców. Ze sprzyjającego ułożenia korzystnych prądów w drodze do i z punktu Orvietto skorzystali także piloci polsko-słowackiego zespółu oraz  towarzyszący im szpiedzy, którzy wraz z  lecącymi w pobliżu Włochami i czołową grupą pilotów zdołali już oblecieć wokół centralnych masywów Apeninów. Kartonik z dwoma butelkami przedniego wina i roczna prenumerata pięknego szybowcowego czasopisma z Nowej Zelandii trafi więc jutro w ręce Sebastiana.

Jędrzej z Przemkiem także wystartowali do wyścigu dość wcześnie. Bez problemów dotarli do punktu na południu w drodze do północnego nawrotu zafundowali nam piękną defiladę wzdłuż gór po wschodniej stronie lotniska. Choć ich końcowa część trasy przebiegała dość daleko od Orvietto, także zdołali podczas dolotu podeprzeć się na dryfującej z wiatrem konwergencji.

Tomasz Kawa