Międzynarodówka

Na mistrzostwach jest zwyczaj urządzania wieczornego party w którym poszczególne ekipy mogą pochwalić się swoim kunsztem kulinarnym, albo zafundować jakiś wypitek. Daje to okazję do ogólnego spotkania i pogwarek w międzynarodowym towarzystwie.

Nas na ogół nie było dotąd stać na fundowanie weselnego poczęstunku dla takiej bandy osób, toteż korzystaliśmy z przywileju ubogiego krewnego i występowaliśmy w roli pieczeniarza, który z łyżką za cholewą wędrował po dworskich przyjęciach.

Nobilitacja do europejskiego kręgu niesie już jednak pewne zobowiązania, toteż kupiłem przed wyjazdem parę butelek płynu, który dobrze prezentuje się na stole.

Kolekcję dopełniło też paru kolegów. Nieoceniona mamuśka - babcia Ewa najeździła się sporo, aby w sobie tylko znajomych miejscach kupić najlepsze produkty beskidzkich rzeźników i wcisnęła nam kilka wiaderek kiszonych ogórków.

Mieliśmy jeszcze w planie popisać się gołąbkami, ale jesteśmy tak zmęczeni, a czas tak wypełniony, że Sebkowa Ania ledwie zdążyła pokroić i misternie ułożyć sterty wędlin. Smak gorącego dania prezentowało natomiast parę słoików bigosu przygotowanego z poświęceniem przez babcię Żólwia.

Jak doskonała jest jakość naszych tradycyjnych produktów świadczy fakt, że przetrwały doskonale całe trzy tygodnie w tym klimacie, a nasze stanowisko było najdłużej i najliczniej oblegane.

Dziękuję więc Babci Ewie i Babci Żółwia za uratowanie honoru narodowego.

Tomasz Kawa