„Tylko 20 % szans na rozegranie konkurencji” – tak brzmiał werdykt Zbyszka Siwika podczas porannej odprawy. A jednak mimo tak pesymistycznych prognoz kierownik sportowy Jurek Mierkiewicz wyznaczył zadanie i na dodatek otworzył start lotny. Konkurencja z pozoru prosta – zaliczyć trzy obszary dookoła Wschowy (r-15 km), Rawicza (r-5 km) i Krotoszyna (r-15km) a następnie wrócić do lotniska przez punkt dolotowy – Osieczna. Dziecięca igraszka, zwłaszcza dla takich asów jak mistrzowie świata, Europy i kraju plus cała plejada czołowych zawodników z Polski i zza granicy. Tymczasem po starcie cumulusy przesycone wilgocią dość szybko zaczęły się rozbudowywać, zlewać i ostatecznie polewać szybowce rzęsistym deszczem.
Większość zawodników bardzo szybko przecięła linię startu, zagłębiła się nieznacznie w pierwszą strefę i rzuciła w ciemność otaczającą Rawicz. Tylko nieliczni jak Zbyszek Nieradka czy Staszek Wujczak dolecieli do końca pierwszej strefy i dopiero wówczas ruszyli na spotkanie ciemnych i mokrych chmur na wschodzie. A tam o dziwo niespodzianka – po przeleceniu kurtyny deszczowej błękit i co ważniejsze chmury kłębiaste dające nawet do 4 m/sek. Wszystko więc dalej potoczyło się już prosto. Jedni szybciej inni trochę później nawracali w trzeciej strefie dookoła Krotoszyna by pewnie zaliczyć dolot. A że nie obyło się bez emocji to można było widzieć na dolocie i podczas lądowania gdy nawet najbardziej doświadczonym zawodnikom zdarzyło się lądować bez podwozia. No cóż pierwsze koty za płoty.
Zwyciężył w klasie krajowej Zbyszek Nieradka, który nie tylko przeleciał najdłuższą trasę (219 km) ale zrobił to z najlepszą prędkością (99,7 km/h). Za liderem znaleźli się Krzysztof Herczyński (95,2 km/h) i Andrzej Śmielkiewicz (95,1 km/h). Ten drugi odszedł na trasę prawię godzinę p całej stawce, co zapewniło mu mniej stresowy lot pod błękitnym niebem pokrytym cumulusami. Oby w kolejnych dniach to właśnie cumulusowe niebo „rozdawało karty” wszystkim uczestnikom Mistrzostw Polski w Klasie Otwartej.
Jurek Kolasiński