Trzy dni oficjalnego treningu

Przed rozpoczęciem rywalizacji, organizatorzy przewidzieli trzy dni oficjalnego treningu (od środy do piątku). Poprzednie dni (poniedziałek, wtorek) były słabe, więc część z nas nie latała. W oficjalnym treningu jednak wszyscy wystąpiliśmy, chcąc nie tylko dalej trenować, ale także zobaczyć co reprezentują nasi konkurenci. Były to także nasze pierwsze dni w tym rokuw Rieti, kiedy zaczęliśmy wykonywać doloty na zero. W poprzednich dniach po ukończeniu deklarowanej trasy zazwyczaj wracaliśmy na 1000 metrów nad lotnisko, żeby móc jeszcze do wieczora polatać. Na oficjalnym treningu takich zabaw już nie było. Wszystko miało działać jak na zawodach. U nas wszystko działało OK, ale organizatorzy trochę nie panowali nad sytuacją. Pierwszego dnia zadania wręczyli nam w momencie odpalania holówek. Na dodatek na wyniki z pierwszego dnia musieliśmy czekać trzy dni i ukazały się tylko po wielokrotnych interwencjach wszystkich ekip. Organizatorzy utrzymywali, że nie mają czasu przygotować tych wyników... Co więcej, kompletną dezorganizację organizatora było widać na odprawach. No ale koniec narzekania :) Przejdźmy do latania.

Przez wszystkie dni oficjalnego treningu lataliśmy codziennie na przemian na termice bezchmurnej lub pod ładnymi cumulusami o wysokich podstawach. Codziennie była możliwość wykonywania dolotu z ponad 60 km. Warunki były dobre, prędkości wysokie (codziennie znacznie ponad 100 km/h w obu klasach). Co ważne piloci startujący w klasie klub (Kuba, Leszek i Michał) po raz pierwszy zaczęli latać razem. W Polsce niestety nie było okazji potrenować lub wszyscy latali indywidualnie. W każdym razie wspólne latanie chyba wszystkim służyło, bo na koniec oficjalnego treningu nasi zajmowali pierwsze trzy miejsca. Miejmy nadzieję, że równie dobrze będzie w samych Mistrzostwach. Z ciekawostek warto jeszcze zauważyć taktykę ekipy francuskiej, która ma tendencję do "wożenia" się za nami.