Pierwsza konkurencja

Organizatorzy wyłożyli dziś dla obu klas konkurencje wyścigowe o długości 289,1 km (kluby) i 368,5 km (standardy). Starty były dwukrotnie przesuwane. Ostatecznie szybowce zaczęły się odrywać od ziemi o 13:00. Niestety często długo trzeba tutaj czekać, żeby na skraju doliny zrobiły się warunki pozwalające na spokojne wykręcenie się i przeskoczenie nad góry. Na szczęscie starty ziemne są prowadzone bardzo sprawnie (to akurat organizatorom wyszło) - obie klasy są w powietrzu po w sumie około 40 minutach!

Mimo późnego startu zwlekaliśmy z odejściem widząc, że warunku stale się poprawiają i wyskakuje coraz więcej cumulusów. Poza tym z odejściem nie spieszyli się także nasi konkurenci. Szkoda na pierwszy bezchmurny odcinek trasy rzucać się, by już po chwili zostać zjedznym przez peletony.

Gdy w końcu nastąpił dogodny moment śmiało pomknęliśmy w kierunku pierwszych punktów zwrotnych - wyznacznych dla obu klas w rejonie doliny Avezzano. Za naszymi zawodnikami startującymi w klasie klub od początku podążała watacha Francuzów i Czechów. Obie te ekipy przyjęły strategię nie wysuwania się nawet o krok do przodu, tylko siedzenia Jantarom na ogonie i zjadania ich współczynnikiem. Francuzi testowali już ten system podczas oficjalnego treningu. Dziś dołączyli do nich także latający na Cirrusach Czesi. My jednak się tym nie przejmujemy i latamy swoje. Niesamodzielni konkurenci kiedyś w końcu wtopią.

Już po pierwszych kilkunastu kilometrach trasy jak zawsze było trochę nerwowo. Płaskowyż za górą Norcia może łatwo zamknąć w środku nisko lecące szybowce. A o dobre noszenie nie tak łatwo. Na szczęście coś (3 m/s) udało się znaleźć i po kolejnych kilkudziesięciu kilometrach szybowce doleciały pod piękne cumulusy. Już ten pierwszy odcinek okazał się dla naszych zawodników dobry i udało się zbliżyć do wielu wcześniej niewidocznych, lecących z przodu konkurentów.

Kolejny bok to szybka jazda pod szlakami cumulusów połączonych z frontem bryzowym. Czasami dosyć mocno od kreski, ale za to zazwyczaj bez krążenia. A jeśli już to w bardzo przyzwoitych noszeniach (3-5 m/s). Dalsza trasa dla klasy klub przebiegała po bardziej nizinnych terenach. Nie było już tam szlaków, często brakowało nawet porządnych cumulusów. Więcej szczęścia miały standardy, które niemal cały dzień śmigały pod szlakami.

Ostatecznie wszyscy zadowoleni z bardzo ciekawego i barszo szybkiego lotu wylądowali na lotnisku. Osiągnęliśmy całkiem niezłe rezultaty - 6, 7 i 10 miejsce w klasie Klub (przed nami tylko wożący się Czesi i Francuzi) oraz 5, 10 i 24 miejsce w klasie Standard. Osiągnęliśmy prędkości około 114 km/h w klasie klub i 140 km/h w klasie standard. Straty do liderów niewielkie, nastawienie naszych pilotów pozytywne. Ponieważ pierwszych siedmiu pilotów w obu klasach ma na swoich szybowcach zamontowany system śledzenia lotu vPos, zapraszamy jutro do oglądania lotów naszych trzech zawodników. Mamy nadzieję, że wszystko będzie działać.