Oficjalne rozpoczęcie Mistrzostw

Sobota: Nadszedł dzień oficjalnego rozpoczęcia V Szybowcowych Mistrzostw Świata Juniorów. Organizatorzy zapowiadali liczne atrakcje: pokazy lotnicze, uroczystości. Niestety na zapowiedziach się skończyło. Pokazy mimo, że miały trwać od 10:30, zaczęły się dopiero po 17. I nikt nas o tym nie poinformował... Najważniejsze z zapowiadanych występów z niewiadomych przyczyn nie odbyły się. Kibiców przyszło bardzo mało. A Włosi do ostatniej chwili w niesamowicie powolnym tempie wszystko szykowali. Jeszcze w trakcie imprezy budowali prowizoryczne sceny szykowali dekorację. I tak jest wszędzie gdzie się rozejrzymy. Aż dziw bierze jak ten kraj może funkcjonować, jak oni wszystko tak powolnie załatwiają i tak mało efektywnie pracują? Może z przygotowaniami organizatorzy zdążą przynajmniej na przyszłoroczne Szybowcowe Mistrzostwa Świata (w klasach Klub, Światowej i Standard). Niestety w tym roku wszystko szykują w ostatniej chwili i bardzo powoli. Mimo to, nie ma co żałować, że zawody odbywają się właśnie tutaj. Jest to istny raj dla szybowników. Piękne pogody, piękne krajoobrazy. Tylko z polami do lądowania czasem może być krucho, ale zawsze zamierzamy dolatywać do mety :)

Po pokazach, których nie było przyszedł czas na ceremonię otwarcia. Ceremonia jak to ceremonia. Dziesiątki długich przemówień (oczywiście po włosku - dlaczego prawie nikt w tym kraju nie mówi po angielsku??), podczas gdy my stoimy w długich spodniach na słońcu. Zawodników rozweseliła jedynie wywrotka sceny na której przemawiali oficjele :-)... W końcu miała zacząć się przyjemniejsza część wieczornych uroczystości - mniej przemówień, więcej pokazów. Na niebie pojawił się szybowiec ASK 21, niestety bardzo niezdarnie kręcący podstawową akrobację zakończoną szybkim przelotem na.... ok. 100 metrach! Potem całkiem nieźle zagrała wojskowa orkiestra. Problem w tym, że na zakończenie granego utowru, sygnały migowe przekazywane między organizatorami, spowodowały pomyłkowe wyprowadzenie wszystkich reprezentacji z miejsca imprezy. Juniorzy prowadzeni przez Włochów ruszyli pochodem za orkiestrą. Pochód skończył się przed autokarem do którego wspomniana orkiestra wsiadła. A my zostaliśmy po środku między imprezą a campingiem. Co więcej nikt nie przyszedł nic wytłumaczyć. Po kilku minutach oczekiwania wszystkie ekipy rozeszły się do miejsc zakwaterowania. Co najśnieszniejsze (a może najsmutniejsze) nikt z przemawiających nie wypowiedział tych najbardziej standardowych słów (zawody uważam za rozpoczęte), co uczyniono dopiero kolejnego dnia na odprawie przed konkurencją.

Po oficjalnym rozpoczęciu udaliśmy się całą naszą ekipą na obiado-kolację do pobliskiej pizzerii. Wyjątkowy wieczór - normalnie spożywamy zupki chińskie lub włoskie dania przyrządzane z przywiezionych z Polski produktów - makaronu, sosu, mielonki :) Wszyscy ubrani w reprezentacyjne koszulki wzbudzaliśmy zainteresowanie miejscowej ludności. Zjedliśmy przepyszną pizzę (w cenie ok. 5-6 euro - czyli niewiele drożej niż w Polsce) i udaliśmy się do namiotów. W niedzielę bowiem miał rozpocząć się wyścig po medale. Zawody na pewno będą męczące - spodziewamy się ok. 10-12 konkurencji i trzeba dbać by już od początku być w formie. Zasypiamy z nadziejami na dobre wyniki...