Dziwny to kraj.Centrum wyżu a nad nami niebo godne listopada -bez promyka słońca. Tu z pewnością cytryna nie dojrzewa. Henryk wczorajszy dzień nie zaliczy do najszcześliwszych.Po ponownym starcie coś wcięło mu elektronikę. Nie miał radia ,ale miał za to problemy z przyrządami i trącił TMA a to jak zderzenie z koniem i skutkowało wirtualnym lądowaniem . Z kolei przy prawdziwym lądowaniu w terenie, uszkodził podwozie i musi odświeżać znajomosci w LAK-u. Za to Żółw promienieje uśmiechem od ucha do ucha i oby tak promienny już pozostał. Wczorajszy dzień potwierdził , że Sebastian miał rację stwierdzając po pierwszej konkurencji : - Na tego India Fokstrot trzeba uważać, bo dobrze lata. Wprawdzie w dniu tym młody knedliczek nie wypadł najlepiej ,ale kolejna konkurencja potwierdziła ,że Seba miał wyczucie i rośnie Czechom nowa gwiazda. Minęło południe, szybowce na starcie a my dalej szczelnie chronieni przed dziurą ozonową.Nie poprawia nastroju nawet to,że bliżnim ,który staneli obozem pod zamkiem Chambor także aktywne fronty starają się dolać wody do Loary.Chyba trzeba będzie zorganizować turniej szachowy...TK