Nad Morzem Czarnym usadowil sie niż i do obszarow, gdzie o tej porze winien rzadzic wyz znad Morza Bialego, podrzuca nam tu przegrzane zupki znad Oceanu Indyjskiego. Jak miły mamy wreszcie dzionek - pozdrowil mnie rano radosnie szef Brytyjczykow. Odparlem zgodnie z naszym starym przyslowiem: -Nie chwal go przed zachodem... i niestety mialem racje.
W porze startów wcisneła sie nad nas gruba czapa cirrusa ciagnąc pod soba tropikalną wigloć i ciepło co oczywiscie skutkowało błyskawicznym zanikaniem cumulusow i wznoszeń. Utworzyło się kilka rojów walczacych o przetrwanie na wysokosci własciwej wroblom ,a nie szanujacym sie lotnikom. W tej sytuacji nasłuchalismy sie takiej porcji marudzenia , że nawet pewien ,znany powszechnie z narzekania , pilot uchodziłby tu za optymiste. Mimo to otwarto starty. Naszym " klubowiczom" udało sie jakoś przetrwać i nawet odmeldowali sie na trase ,lecz po masowym desancie "swiatowcow" , oraz przy widocznych problemach wielu pilotow, odwolano konkurencje dla klasy swiatowej a wkrótce dla reszty.
W tej sytuacji zaaranżowalismy mała sesję zdjeciową a pilotowi z sikajacym chlopczykiem na ogonie tak
spodobało się to zajecie ,że wystraszył kilku pilotow -z okolic w ktorych prezydent nie przelatuje pod mostem na Niemnie i którzy nie mieli widocznie możliwości ogladania popisow Kajrisa ,lub jemu podobnych lotników z fantazją. Zapraszam na równoległą stronkę ze zdjeciami.
TK